10 Maj 2011
Come Back?
A było tak…
Nie, właściwie to nie macie ochoty tego słuchać, a my nie mamy siły żeby Was zanudzać.
Bo wszystko wydarzyło się jeszcze w Bangladeszu i zasługuje na osobną kiedyś historię. Morał z niej taki, że nie należy zostawiać roweru na strzeżonym parkingu w Dhace (ani nigdzie indziej zapewne też), choćby się zapłaciło uczciwemu parkingowemu (nawet równowartość jego tygodniówki albo twojej zapewne też). O tym wie (przynajmniej w Polsce) każde dziecko i my już też.
Bo rower niechybnie i wcześniej lub później zniknie. Nie znajdziesz go sam, ani z obsługą parkingu, ani przy pomocy szefa wszystkich szefów komendy stołecznej policji w Bangladeszu. I nie pocieszy cię zażenowane przepraszanie ani częściowe odszkodowanie, a wzrok spoliczkowanego przez swojego przełożonego parkingowego pogrąży cię tylko w głębszej depresji. I pozbawiony złudzeń zostaniesz puszczony (dosłownie) z torbami (rowerowymi).Twój dalszy rowerowy plan rozsypie się jak tłuczone szkło pod
cienką dętką. I będziesz snuł się (już nie jechał!) przygnębiony, ciągle opowiadając o twojej stracie. I pochłonie cię na długi czas pustka i śnił ci się będzie twój rower, dotykany innymi rękami, macany obcą stopą, smutno pobrzękujący dzwonkiem gdzieś w Bangladeszu.

I wreszcie kiedy naprawdę nikt (ani nawet ty sam) nie będziesz chciał już tego słuchać, po długiej bardzo nocy powoli wstanie słońce.
Pogodnie i łagodnie przyjdzie ci do głowy, że może ktoś gdzieś tak bardzo cieszy się z tego roweru jak ty kiedyś. (Kradzionego i twojego, ale ciągle jednak się cieszy. Czyli spłycając myśl na bardziej konkretną: Złodziejstwo nie jest w porządku, ale radość już jak najbardziej). Być może nawet przeciera go czasem szmatką (bangladeską), a nawet dokręca mu śrubkę, tę co się ciągle odkręcała…Wreszcie, bez popłakiwania, obejrzysz swoje rowerowe zdjęcia. Pomyślisz, najpierw nieśmiało, dręcząc się,
że to jednak zdrada, o nowym, innym rowerze.
Jak pomyśleliśmy tak szybko zrobiliśmy, zanim myśl uciekła (oraz pieniądze na koncie).
I oto jesteśmy w Polsce i tu są nasze nowe rowery.
Nie pytajcie dlaczego przylecieliśmy z daleka żeby jeździć rowerem po własnym kraju.
Bo choć podobno nie ma głupich pytań, to jednak na niektóre nie ma odpowiedzi. Jeszcze.
Tak więc pokrótce:
jesteśmy, chociaż nas wcale nie ma,
wróciliśmy, po to żeby wyjechać,
odkrywamy nowe, choć niby jest od dawna znajome,
i jesteśmy na wyprawie, ale całkiem u siebie.



Tak, tak. My też nic z tego nie rozumiemy. Być może dlatego, że choć nogi pedałują po polskiej dziurawej drodze, a w szerokich gniazdach na słupach klekoczą do ucha bociany to głowy zostały nam gdzieś w Azji. Bardzo możliwe, że już na zawsze.
Jeśli, tak jak i my, macie mgliste jak polski poranek i niepokojące jak indyjskie niebo w monsunie przeczucie, że wyjdzie z tego coś ciekawego to nie porzucajcie nas jeszcze przez chwilę. Do zobaczenia;)).
Autor: Ania&Olo. Kategorie: Bangladesz; Inne; PoLsKa; RoWeRy .
Komentarze (6)
Beata:
16 cze 2011 o 20:22.
Wszystko nam się podoba, ale gdzie Toskania? Czyżbyście zapomnieli o krótkich wspólnych wakacjach w Italii?
kachao:
16 cze 2011 o 22:33.
ale fajnie jest znowu coś tu przeczytać :)
Ola:
16 cze 2011 o 22:44.
pogubiłam się….
wgxtwhy:
15 gru 2011 o 13:41.
NdJkSn , [url=http://ygoywqjxioby.com/]ygoywqjxioby[/url], [link=http://psroaxcouajr.com/]psroaxcouajr[/link], http://nqvljwqqsngw.com/
