<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Namaste</title>
	<atom:link href="http://namaste.rocoeg.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://namaste.rocoeg.com</link>
	<description>Namaste</description>
	<lastBuildDate>Tue, 17 Jan 2012 08:43:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Azja Centralna &#8211; prelekcja</title>
		<link>http://namaste.rocoeg.com/blog/2012/01/17/azja-centralna-prelekcja/</link>
		<comments>http://namaste.rocoeg.com/blog/2012/01/17/azja-centralna-prelekcja/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Jan 2012 08:33:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania&#38;Olo</dc:creator>
				<category><![CDATA[PoLsKa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://namaste.rocoeg.com/?p=1289</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszamy http://www.stadionslaski.pl/aktualnosci/informacje/id:458.html i tu &#160; &#160;]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zapraszamy</p>
<p>http://www.stadionslaski.pl/aktualnosci/informacje/id:458.html</p>
<p>i tu</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/52wh0Ldgojs?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://namaste.rocoeg.com/blog/2012/01/17/azja-centralna-prelekcja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Laos na rowerze &#8211; filmik</title>
		<link>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/10/05/laos-na-rowerze-filmik/</link>
		<comments>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/10/05/laos-na-rowerze-filmik/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Oct 2011 08:36:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania&#38;Olo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[Laos]]></category>
		<category><![CDATA[RoWeRy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://namaste.rocoeg.com/?p=1292</guid>
		<description><![CDATA[Tutaj już jesień ale w naszych głowach ciągle..]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tutaj już jesień ale w naszych głowach ciągle..</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/O6IqcUFN_do?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/10/05/laos-na-rowerze-filmik/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Come Back?</title>
		<link>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/05/10/come-back/</link>
		<comments>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/05/10/come-back/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 May 2011 11:53:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania&#38;Olo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bangladesz]]></category>
		<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[PoLsKa]]></category>
		<category><![CDATA[RoWeRy]]></category>
		<category><![CDATA[azja]]></category>
		<category><![CDATA[bangladesz]]></category>
		<category><![CDATA[polska]]></category>
		<category><![CDATA[polska na rowerze]]></category>
		<category><![CDATA[rower]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://namaste.rocoeg.com/?p=1257</guid>
		<description><![CDATA[A było tak&#8230; Nie, właściwie to nie macie ochoty tego słuchać, a my nie mamy siły żeby Was zanudzać. Bo wszystko wydarzyło się jeszcze w Bangladeszu i zasługuje na osobną kiedyś historię. Morał z niej taki, że nie należy zostawiać roweru na strzeżonym parkingu w Dhace (ani nigdzie indziej zapewne też), choćby się zapłaciło uczciwemu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: left">A było tak&#8230;</p>
<p>Nie, właściwie to nie macie ochoty tego słuchać, a my nie mamy siły żeby Was zanudzać.</p>
<p>Bo  wszystko wydarzyło się jeszcze w Bangladeszu i zasługuje na osobną  kiedyś historię. Morał z niej taki, że nie należy zostawiać roweru na  strzeżonym parkingu w Dhace (ani nigdzie indziej zapewne też), choćby  się zapłaciło uczciwemu parkingowemu (nawet równowartość jego  tygodniówki albo twojej zapewne też). O tym wie (przynajmniej w Polsce)  każde dziecko i my już też.<br />
Bo rower niechybnie i wcześniej lub  później zniknie. Nie znajdziesz go sam, ani z obsługą parkingu, ani przy  pomocy szefa wszystkich szefów komendy stołecznej policji w  Bangladeszu. I nie pocieszy cię zażenowane przepraszanie ani częściowe  odszkodowanie, a wzrok spoliczkowanego przez swojego przełożonego  parkingowego pogrąży cię tylko w głębszej depresji. I pozbawiony złudzeń  zostaniesz puszczony (dosłownie) z torbami (rowerowymi).Twój dalszy  rowerowy plan rozsypie się jak tłuczone szkło pod<br />
cienką dętką. I  będziesz snuł się (już nie jechał!) przygnębiony, ciągle opowiadając o  twojej stracie. I pochłonie cię na długi czas pustka i śnił ci się  będzie twój rower, dotykany innymi rękami, macany obcą stopą, smutno  pobrzękujący dzwonkiem gdzieś w Bangladeszu.</p>
<p style="text-align: center"><img class="aligncenter size-large wp-image-1279" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/05/31-640x956.jpg" alt="" width="448" height="669" /></p>
<p style="text-align: center">
<p style="text-align: left">I wreszcie kiedy  naprawdę nikt (ani nawet ty sam) nie będziesz chciał już tego słuchać,  po długiej bardzo nocy powoli wstanie słońce.<br />
Pogodnie i łagodnie  przyjdzie ci do głowy, że może ktoś gdzieś tak bardzo cieszy się z tego  roweru jak ty kiedyś. (Kradzionego i twojego, ale ciągle jednak się  cieszy. Czyli spłycając myśl na bardziej konkretną: Złodziejstwo nie  jest w porządku, ale radość już jak najbardziej). Być może nawet  przeciera go czasem szmatką (bangladeską), a nawet dokręca mu śrubkę, tę  co się ciągle odkręcała&#8230;Wreszcie, bez popłakiwania, obejrzysz swoje  rowerowe zdjęcia. Pomyślisz, najpierw nieśmiało, dręcząc się,<br />
że to jednak zdrada, o nowym, innym rowerze.</p>
<p>Jak pomyśleliśmy tak szybko zrobiliśmy, zanim myśl uciekła (oraz pieniądze na koncie).<br />
I oto jesteśmy w Polsce i tu są nasze nowe rowery.<br />
Nie pytajcie dlaczego przylecieliśmy z daleka żeby jeździć rowerem po własnym kraju.<br />
Bo choć podobno nie ma głupich pytań, to jednak na niektóre nie ma odpowiedzi. Jeszcze.</p>
<p>Tak więc pokrótce:<br />
jesteśmy, chociaż nas wcale nie ma,<br />
wróciliśmy, po to żeby wyjechać,<br />
odkrywamy nowe, choć niby jest od dawna znajome,<br />
i jesteśmy na wyprawie, ale całkiem u siebie.</p>
<p style="text-align: center"><img class="aligncenter size-large wp-image-1280" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/05/21-640x428.jpg" alt="" width="640" height="428" /><img class="aligncenter size-large wp-image-1281" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/05/11-640x428.jpg" alt="" width="640" height="428" /><img class="aligncenter size-large wp-image-1278" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/05/42-640x428.jpg" alt="" width="640" height="428" /></p>
<p>Tak,  tak. My też nic z tego nie rozumiemy. Być może dlatego, że choć nogi  pedałują po polskiej dziurawej drodze, a w szerokich gniazdach na  słupach klekoczą do ucha bociany to głowy zostały nam gdzieś w Azji.  Bardzo możliwe, że już na zawsze.<br />
Jeśli, tak jak i my, macie mgliste  jak polski poranek i niepokojące jak indyjskie niebo w monsunie  przeczucie, że wyjdzie z tego coś ciekawego to nie porzucajcie nas  jeszcze przez chwilę. Do zobaczenia;)).</p>
<p style="text-align: left">
<p style="text-align: left">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/05/10/come-back/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;The very purpose of human life is happiness&#8221; HH Dalailama XIV</title>
		<link>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/04/18/the-very-purpose-of-human-life-is-happiness-hh-dalailama-xiv/</link>
		<comments>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/04/18/the-very-purpose-of-human-life-is-happiness-hh-dalailama-xiv/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 Apr 2011 11:19:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania&#38;Olo</dc:creator>
				<category><![CDATA[India]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://namaste.rocoeg.com/?p=1230</guid>
		<description><![CDATA[Długo przeciąga się w łóżku. Wstaje powoli, bo chociaż jego twarz ciągle wygląda jak twarz dziecka, to ma już przecież swoje lata. Za oknem dopiero świta i nad górami podnosi się mgła. Jak każdy mnich zawsze budzi się wcześnie, ale może i tak nie umiałby się wysypiać. Jest zbyt ciekawy nowego dnia. W tak dobrze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Długo przeciąga się w łóżku. Wstaje powoli, bo chociaż jego twarz ciągle wygląda jak twarz dziecka, to ma już przecież swoje lata. Za oknem dopiero świta i nad górami podnosi się mgła. Jak każdy mnich zawsze budzi się wcześnie, ale może i tak nie umiałby się wysypiać. Jest zbyt ciekawy nowego dnia. W tak dobrze znanym sobie rytmie sprawnie owija się w czerwono-żółte szaty. Siada po turecku na kawałku dywanu przy dużym oknie z widokiem na ośnieżone szczyty. Słucha brzęczących dźwięków budzącego się klasztoru. Wkłada okulary i zamyka oczy grzejąc się po zimnej nocy w słońcu jak zadowolony kot. Jest gotowy na poranne mantrowanie.</p>
<p>Kiedy wspinam się po stromych schodach w stronę głównej ulicy miasteczko Mc Leod Ganj już dawno wstało. Znów spaliśmy jak dzieci. Długo i z głową pełną dziwnych snów. Sen jest podobno najlepszą medytacją, jak twierdzi sam Dalai Lama i tej tezy zamierzamy się tu trzymać.</p>
<p>Wysoki sprzedawca o kaszmirskich rysach twarzy jak co dzień mówi mi dzień dobry, kiedy kończę sapać na ostatnim ze schodów. Znajomy pan z chodnikowego warzywniaka uśmiecha się z daleka i wyciąga koszyk na pomidory. Kioskarz zagaduje jak się mam podając dzisiejszą gazetę. Z nadzieją macha żebraczka siedząca w tym samym co wczoraj i przedwczoraj miejscu.</p>
<p>Na chwilę mamy to za czym tęsknimy w drodze. Oswojone miejsce. Dom.</p>
<p style="text-align: center">
<p style="text-align: center"><img class="aligncenter size-full wp-image-1231" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/04/2.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1237" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/04/1.jpg" alt="" width="600" height="402" /></p>
<p>Na słonecznym tarasie rozkładamy królewskie śniadanie. Tybetański chleb, jajka na twardo, słodkie pomidory, talerz cebuli, świeżej kolendry i szczypiorku. Pachnie prawdziwą kawą.</p>
<p>Jego Świątobliwość już dawno zjadł pierwszy posiłek. Co to było? Tybetańska owsianka? Ryż po indyjsku z płaskimi chlebowymi plackami? A może coś bardziej awangardowego? Na terenie klasztoru widzieliśmy przecież nieco zakamuflowaną włoską restaurację z najlepszą pizzą w mieście. W każdym razie, mamy głęboką nadzieję, że może jeść częściej niż skromne dwa razy dziennie jak inni mnisi. Ktoś kto tak bardzo celebruje życie na pewno lubi też konsumować.</p>
<p>Tymczasem nasz ogródek przed tarasem ożywa. Na ciepłe słońce ze swoich nor wyłażą kuny. Niepewnie przebiega znajomy bury kot bez ogona. Z impetem wpadają rozwrzeszczane złośliwe małpy psując co się da po drodze. Wreszcie nie wiadomo jak i skąd pojawiają się zadowolone, grube kundle. Gapimy się my i gapią się one. Domowe zoo na najlepszym w okolicy trawniku.</p>
<p style="text-align: center"><img class="aligncenter size-full wp-image-1240" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/04/4.jpg" alt="" width="324" height="484" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1242" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/04/7.jpg" alt="" width="324" height="484" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1241" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/04/6.jpg" alt="" width="324" height="484" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1239" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/04/5.jpg" alt="" width="324" height="484" /></p>
<p>Dalai Lama, tuż za rogiem, też ma swój ogródek. Lekko pochylony pewnie właśnie drepcze tam i z powrotem śmiejąc się sam do siebie. Trudno o lepsze miejsce na pielęgnowanie wewnętrznego spokoju. Dlatego spaceruje sobie dalej, nie zwracając uwagi na pierwsze dzisiaj tłuste krople deszczu i coraz bliższe grzmoty.</p>
<p>Jak co dzień w Mc Leod Ganj i dziś będzie burza.</p>
<p>Ale i my nie mamy zamiaru uciekać z naszego tarasu.</p>
<p>Mijają nam minuty i godziny, a może dni i tygodnie. Wszystko jest bardzo daleko i bardzo blisko.</p>
<p>Patrzymy na kształty gęstych jak bita śmietana chmur.</p>
<p>Na pierwsze oślepiające błyskawice. Na psy, kudłate szczeniaki, tarzające się w naszym ogródku i kunę odstraszającą małpy. Na swoje stopy w podwójnych skarpetkach oparte o zieloną barierkę. I popijając grzane piwo z blaszanej miski ze śmiechem patrzymy sobie w oczy.</p>
<p>W cieniu krzepiącego uśmiechu Dalai Lamy odkrywamy na nowo to, co już dawno znaleźliśmy i delektujemy się tym bez końca.</p>
<p style="text-align: center"><img class="aligncenter size-full wp-image-1246" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/04/11.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1238" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/04/3.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1245" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/04/10.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1244" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/04/9.jpg" alt="" width="600" height="402" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/04/18/the-very-purpose-of-human-life-is-happiness-hh-dalailama-xiv/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Happy Holi</title>
		<link>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/03/24/happy-holi/</link>
		<comments>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/03/24/happy-holi/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Mar 2011 14:54:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania&#38;Olo</dc:creator>
				<category><![CDATA[India]]></category>
		<category><![CDATA[Inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://namaste.rocoeg.com/?p=1215</guid>
		<description><![CDATA[Wychodzę z hotelu i rozglądam się w prawo,  potem w lewo. Nie wiem czy to już. Aparat owinięty reklamówką,koszulka którą mogę porzucić, spodenki też już nie wrócą do Polski. Dobra idę. Jest spokojnie, na ulicach dość pusto, wszystko wygląda na zwykły dzień, może tylko z wyjątkiem tego że zamiast bananów, soków z limonki i indyjskich [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<address>
</address>
<p>Wychodzę z hotelu i rozglądam się w prawo,  potem w lewo. Nie wiem czy to już. Aparat owinięty reklamówką,koszulka którą mogę porzucić, spodenki też już nie wrócą do Polski. Dobra idę.</p>
<p>Jest spokojnie, na ulicach dość pusto, wszystko wygląda na zwykły dzień, może tylko z wyjątkiem tego że zamiast bananów, soków z limonki i indyjskich przegryzek, na ulicy można kupić woreczki z barwnikami, pistolety na wodę, kolorowe proszki na wagę.</p>
<p>Po chwili pytam czy to wszystko ma być dziś, bo wszystko wygląda dość normalnie?</p>
<p>- My friend, Holi today?</p>
<p>- yes, today and tomorrow!</p>
<p>Mijam kilka ulic i zaczyna się robić coraz bardziej kolorowo.</p>
<address>
</address>
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1209 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/91.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="size-full wp-image-1207 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/71.jpg" alt="" width="600" height="402" /></p>
<p style="text-align: justify">Dziś zaczyna się Holi, najbardziej kolorowe święto w Indiach. Barwne proszki nazywane gulal kiedyś pochodziły z pierwszych kwiatów i roślin nadchodzącej wiosny bo Holi to festiwal radości na koniec zimy, czas na zabawę, spotkanie z rodziną, a dla męskiej części społeczeństwa na przyzwoloną alkoholową imprezę. Święto ma oczywiście swoje podłoże w hinduizmie, ale jest zróżnicowane co do znaczenia  w zależności od rejonu Indii. Najważniejsze to że dziś i jutro to z jakiej jesteś kasty nie ma znaczenia, wszyscy są równi, każdego też można obsypać proszkiem, oblać wodą, przytulić i życzyć Happy Holi.</p>
<p style="text-align: justify">Następnego dnia rano, przyjeżdżają dziewczyny i dołączamy do zabawy!!</p>
<p style="text-align: center"><img class="aligncenter size-full wp-image-1213" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/171.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1210" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/101.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1202" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/11.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1217" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/141.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1203" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/2.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1211" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/111.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1208" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/81.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1214" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/161.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1205" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/51.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1212" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/121.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1204" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/31.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1206" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/61.jpg" alt="" width="600" height="402" /></p>
<address> </address>
<address> </address>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/03/24/happy-holi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Indian Family Holidays</title>
		<link>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/03/15/indian-family-holidays/</link>
		<comments>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/03/15/indian-family-holidays/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Mar 2011 14:22:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania&#38;Olo</dc:creator>
				<category><![CDATA[India]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://namaste.rocoeg.com/?p=1165</guid>
		<description><![CDATA[Pędzimy z Bangladeszu do Indii na spotkanie. I to nie byle jakie spotkanie. W odwiedziny mają do nas wpaść na dwa tygodnie goście, czyli rodzice Ola, moja mama i moja chrzestna mama. Dla nas to odwiedziny, dla nich pierwsze spotkanie z Indiami i urlop. Szczerze wątpimy w to, że słowa Indie i urlopowy wypoczynek mają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center">
<p style="text-align: justify">Pędzimy z Bangladeszu do Indii na spotkanie. I to nie byle jakie spotkanie. W odwiedziny mają do nas wpaść na dwa tygodnie goście, czyli rodzice Ola, moja mama i moja chrzestna mama.</p>
<p style="text-align: center">
<p style="text-align: justify">Dla nas to odwiedziny, dla nich pierwsze spotkanie z Indiami i urlop. Szczerze wątpimy w to, że słowa Indie i urlopowy wypoczynek mają ze sobą  cokolwiek wspólnego.</p>
<p style="text-align: justify">Nie byliście? To opowiem Wam jak wygląda fragment ulicy prowadzącej z dworca głównego w stolicy Indii, Delhi do naszego hotelu. Tą ulicą właśnie przechadzamy się w pierwszy wakacyjny dzień naszych gości.</p>
<p style="text-align: justify">Na rogu wita nas pokaźna kupa rozkładających się w słońcu śmieci, dookoła niej uwijają się dzieciaki od recyklingu. Szukają plastikowych butelek do sprzedania i kto wie, czego jeszcze. Po drugiej stronie śmieciowiska pasie się umorusana błotem chuda krowa. Niespiesznie przeżuwa stara gazetę i kawałki kartonu. W stronę paśnika toczy sie byk i druga krasula, wiadomo, w Indiach święta, więc trzeba zejść im z trasy uważnie patrząc pod nogi, żeby nie wdepnąć w to, co już przetrawiły. Do bólu uszu  trąbi na nas motorowa riksza, za nią samochód i kolejne riksze tez wyżywają się na swoich klaksonach, kierowcy rowerowych riksz krzyczą z irytacja &#8222;Czielo, czielo!!&#8221;, uciekając przed krowa zablokowaliśmy ruch pojazdów. Zmykamy pod ścianę. Wszystkie sklepy juz otwarte. Sprzedawcy pokrzykują nam do ucha: &#8222;Change money?&#8221;, &#8222;Hotel, hotel?&#8221;, &#8221; Come to my shop, good price!!&#8221;, &#8222;Do you need trousers, I have many different, come inside&#8221;, &#8222;What country???&#8221;. Przepychają sie miedzy nami kolorowe kobiety w sari, mężczyźni trzymający sie za ręce, żebrzące o choćby jedną rupie dzieciaki, stragany na kolkach z kadzidełkami, handlarze warzyw niosący cały swój dobytek na głowie. Pod sklepowymi schodami owinięci w szmaty śpią bezdomni. Ktoś splunął właśnie siarczyście na chodnik czerwonym betelem &#8211; tytoniem do żucia. W rogu ktoś sika. Obok ktoś inny lepi trojkatne samosy z warzywami i wrzuca je na gorący olej. Mieszają sie obrazy i zapachy. Miesza się nam wszystkim w glowach.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Na pewno pierwszego dnia nasi goście nie pomyśleli: &#8221; Ach, jakie to piękne miejsce!! Musimy tu przyjeżdżać na każdy nasz urlop!!Zachwycające!!&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify">Ale taktownie zachowali te myśli dla siebie, mówiąc tylko, że bardzo to wszystko interesujące. Dali Indiom i Indusom dwutygodniowa szanse.</p>
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1150 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/3.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="size-full wp-image-1161 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/1.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1157" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/10.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1159" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/13.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="size-full wp-image-1154 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/7.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="size-full wp-image-1160 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/14.jpg" alt="" width="500" height="335" /></p>
<p style="text-align: justify">Dlatego przez ten cały czas my sami cieszymy się od ucha do ucha.</p>
<p style="text-align: justify">Bo, gdzie jak gdzie, ale do Indii każdy musi pojechać chociaż raz w życiu.(Ci z Was co jeszcze nie byli- pąkować walizki!!)</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Bo zawsze chcieliśmy, żeby to właśnie oni zobaczyli ten świat, który dla nas jest juz czasem bardziej nasz niż Polska. I wesoło nam, ze tak szybko odkryli, pod ta gruba warstwa brudu i hałasu, te Indie w których my się zakochaliśmy.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Bo przyglądać się jak moja chrzestna mama, która panicznie boi się krów, oswaja poczciwa uliczna krasule jak psa jest bezcenne. Tak jak patrzeć jak moja mama pochłania czwarte już tego dnia lassi, świeżo odkryty przez nią zimny kefirowo- jogurtowy napój, z jednorazowego kubka, czyli&#8230;doniczki. I jak tropić z tata Ola sadzonki indyjskiej czerwonej cebuli i obserwować jak Ola mama skutecznie targuje się o jeszcze lepsza niż lokalna cenę. I ukradkiem podglądać jak wszyscy wzruszaja sie na trzygodzinnym bollywodzkim filmie, w którym pozostaje nam wspólnie zgadywać rozwój wypadków, bo wszystkie dialogi są tylko w hindi.</p>
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1155 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/8.jpg" alt="" width="500" height="335" /></p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Bo juz po kilku dniach przemawia do nich indyjska logika, która niektórzy(zupełnie niesłusznie)uważają za przypadkowy chaos. Poklepują więc każdego z kolejnych naszych kierowców riksz i taksówek kiedy ci przepychają się na zatłoczonych drogach wielkich miast. Mówią z uznaniem: &#8222;Good driver!!&#8221;, gdy ten nagle hamuje, trąbi i równie nagle przyspiesza, byle tylko wcisnąć sie na szóstego w trzypasmowa drogę.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Bo są dzielni. Nie ulęgają europejskim przesadom o myciu zębów woda mineralna, zakazom jedzenia przysmaków z ulicznych straganów i łatwo zaprzyjaźniają sie z Indusami. Choćby mieli to przypłacić biegunka, bolami brzucha i niekończącymi się rozmowami z nowymi przyjaciółmi, którzy koniecznie chcą zobaczyć wszystkie zdjęcia w ich komórce.</p>
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1152 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/6.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1177" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/15.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1156" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/9.jpg" alt="" width="500" height="335" /></p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: left"><img class="aligncenter size-full wp-image-1163" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/18.jpg" alt="" width="315" height="471" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1185" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/20.jpg" alt="" width="315" height="471" /></p>
<p style="text-align: left">Bo że zrozumieniem odkrywają dlaczego tu jeździmy i co tak bardzo nas tu ciągnie.</p>
<p style="text-align: justify">- My te emocje mieliśmy w PRL-u. Kolejki do wszystkiego, przepełnione pociągi i autobusy, brak podstawowych towarów i to ciągłe&#8221;załatwianie&#8221; wszystkiego. Wy musicie teraz jeździć aż tu, żeby przeżyć to samo.- mówią zgodnie.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Bo to co było dla nich straszne, szybko staje sie śmieszne. Ziejaca dziura w kucającej toalecie zamiast czystego sedesu. Zaciekawione gromady mężczyzn pojawiające się jak z pod ziemi w każdym odwiedzanym przez nas miejscu i nachalnie domagające sie choćby jednego zdjęcia (z nami oczywiście). Pociągowe ulepione łóżka, nigdy nieczyszczone i niemyte. Pod nimi sterta śmieci, rozlana brunatna maź i bose stopy współpasażerów, a nad nimi kraty zamiast szyb i jak w dobrej komedii wizytówka: &#8221; Za utrzymanie w czystości tego wagonu odpowiada firma taka-a-taka.  Proszę prześlij nam swoje uwagi pod podany numer telefonu!&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Bo nieustannie komentują rzeczywistość na bieżąco, do przodu i do tyłu zadając tysiące pytań jak ciekawskie przedszkolaki. Co to za drzewo? Jaki to budynek? Co je ta pani przy stoliku obok? Czy ten pan będzie tu spał? Dokąd jedzie ten samochód?</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">I wreszcie, bo chociaż raz, dzieci mogą być jak rodzice, a rodzice jak dzieci!!!</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Dziękujemy Wam!!!</p>
<p style="text-align: justify">Gdzie następnym razem??</p>
<p style="text-align: center"><img class="aligncenter size-full wp-image-1158" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/12.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1151" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/03/4.jpg" alt="" width="500" height="335" /></p>
<p style="text-align: justify">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/03/15/indian-family-holidays/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Abnar dżamal beszi bhalo. *</title>
		<link>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/02/24/abnar-dzamal-beszi-bhalo/</link>
		<comments>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/02/24/abnar-dzamal-beszi-bhalo/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Feb 2011 11:03:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania&#38;Olo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bangladesz]]></category>
		<category><![CDATA[Inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://namaste.rocoeg.com/?p=1137</guid>
		<description><![CDATA[* mój mąż jest bardzo dobry (bengali) 1.  - Nie mogę uwierzyć, że umie pani jeździć na rowerze!!  – wykrzyknął poprawną angielszczyzną z prawdziwie dziecięcym zdumieniem starszy pan. Łysiejący, elegancki sąsiad z domu obok zachwycony niezwykłym widowiskiem prawie wbiegł za mną na nasz blokowy parking. Ledwo łapiąc oddech uśmiechnął się i życzliwie zapytał: -  Bardzo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>* mój mąż jest bardzo dobry (bengali)</p>
<p style="text-align: center"><img class="aligncenter size-full wp-image-1133" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/82.jpg" alt="" width="400" height="598" /></p>
<p><strong>1.</strong></p>
<p style="text-align: justify"><strong> </strong>- Nie mogę uwierzyć, że umie pani jeździć na rowerze!!  – wykrzyknął poprawną angielszczyzną z prawdziwie dziecięcym zdumieniem starszy pan. Łysiejący, elegancki sąsiad z domu obok zachwycony niezwykłym widowiskiem prawie wbiegł za mną na nasz blokowy parking. Ledwo łapiąc oddech uśmiechnął się i życzliwie zapytał:</p>
<p style="text-align: justify">-  Bardzo proszę, niech mi pani uprzejmie powie, jak to w ogóle jest możliwe?</p>
<p style="text-align: justify">Ponieważ w tym jednym momencie przyszło mi do głowy wiele innych, znacznie bardziej skomplikowanych umiejętności, które jednak potrafi opanować kobieta zdobyłam się jedynie na odpowiedź:</p>
<p style="text-align: justify">- A dlaczego nie?</p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify"> <strong>2.</strong></p>
<p style="text-align: justify"><strong> </strong>Nasza ulubiona restauracja jest duża, głośna, zawsze pełna ludzi. Ludzi, to znaczy mężczyzn. Wypełniają szczelnie każdy stolik, śmieją się, rozmawiają przez komórki, oglądają puszczony na pełny regulator telewizor, wchłaniają góry ryżu i stosy placków parata. W niektóre dni, ale bardzo rzadko, pojawiają się pojedyncze panie, oczywiście zawsze w męskim towarzystwie.</p>
<p style="text-align: justify">To nie jest jakaś wyjątkowa knajpa.</p>
<p style="text-align: justify">W Bangladeszu tak jest wszędzie. Na ulicy, w sklepach, w bankach, autobusach i na targach. Morze mężczyzn zalewa widnokrąg jak w jakichś wielkich wojskowych koszarach.</p>
<p style="text-align: justify">Kobieca kolorowa sylwetka przykuwa wzrok z kilkuset metrów. Zwykle chowa się drepcząc za swoim opiekunem. Czasem przemieszcza się w większych kobiecych grupkach na zajęcia do szkoły. Same pojawiają się tylko te najbiedniejsze, żebrzące lub zbierające śmieci.</p>
<p style="text-align: justify">Dla przeciętnej rozpuszczonej Europejki każdy dzień tutaj jest lekcją pokory, czasem śmieszną a czasem straszną.</p>
<p style="text-align: justify">Przez drzwi przechodzę ostatnia, kiedy wypuszczę już i wpuszczę wszystkich cisnących się panów. Ostatnia też zostaję obsłużona w restauracji, choć wszyscy zamówiliśmy to samo. Kiedy ktoś z nami rozmawia lub o coś nas pyta zawsze zwraca się do Ola, nawet kiedy jest to nasz bliższy męski znajomy. Wszyscy obserwują mnie ze zdumieniem, gdy wyciągam własny portfel i płacę za nas oboje. Wydawana reszta zawsze jest zwracana mojemu mężowi.</p>
<p style="text-align: center"> <img class="aligncenter size-full wp-image-1132" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/7.jpg" alt="" width="600" height="402" /></p>
<p style="text-align: justify"><strong>3.</strong></p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify">Na pierwszych stronach popularnej gazety ‘The Daily Star’ regularnie pojawiają się te same tematy. Dramatycznie rosnące ceny ryżu. Gorączka przed mającymi się niedługo rozpocząć mistrzostwami świata w krykiecie, których współgospodarzem jest Bangladesz. Historie zgwałconych młodych kobiet, zamordowanych nastolatek, molestowanych przez kolegów uczennic.</p>
<p style="text-align: justify">Rodzice bangladeskich dziewczynek niechętnie wypuszczają je z domu, nawet do szkoły. Obawiają się, że przydarzy im się coś złego albo nawet najgorszego. Nie bez powodu.</p>
<p style="text-align: justify">Bangladesz jest jednym z niewielu na świecie państw, gdzie znacznie częściej dziewczynki a nie chłopcy, umierają gwałtowną śmiercią w wypadkach i z powodu przemocy. Bangladeskie nastolatki pomiędzy 14 a 17 rokiem życia aż dwa razy częściej niż chłopcy w tym samym wieku odbierają sobie życie. Samobójstwo jest najczęstszą przyczyną śmierci w tej grupie wiekowej. Młode dziewczyny zwykle decydują się na taką ostateczność z powodu utraty tak bardzo cenionej tu reputacji. Stracić ją łatwo i zwykle nie dzieje się to własne życzenie.</p>
<p style="text-align: justify"> Żeby tego uniknąć rodzice wydają swoje córki za mąż. Ustawowy legalny wiek zawarcia małżeństwa dla kobiety to 18 lat. Jednak według badań UNICEF-u z przed pięciu lat aż dwie trzecie nastolatek w wieku 10-19 lat jest w Bangladeszu zamężna. To jeden z najwyższych na świecie wyników dotyczących małżeństw dzieci. Rodzice wierzą lub chcą wierzyć, że mąż zapewni bezpieczeństwo. A już na pewno uchroni przed tym najstraszniejszym. Przed utratą reputacji.</p>
<p style="text-align: justify"> - Bardzo mnie boli. Całe ciało. Najbardziej głowa, żebra i nogi. – mówi nam cicho pacjentka. Jest jedną z tych najuboższych. Z jej twarzy trudno wyczytać emocje. Wiek już dawno przestałam zgadywać, może ma 60 a może tylko 30 lat.</p>
<p style="text-align: justify">- Od kilku miesięcy jest coraz gorzej. Nie mogę jeść i spać.</p>
<p style="text-align: justify">Badamy. Rozmawiamy jeszcze chwilę. Przepisujemy leki. Mówimy, żeby przyszła jeśli się nie poprawi. Żegnamy się. Nagle w pół kroku kobieta zastyga. Powoli i niepewnie wraca do gabinetu i o coś pyta. Nieśmiało, jakby się wstydziła.</p>
<p style="text-align: justify">Nasz tłumacz, wykształcony i obyty mężczyzna, członek szpitalnego personelu zaczyna się śmiać. Prosimy, żeby przekazał o co pytała.</p>
<p style="text-align: justify">- Ona mówi, że jej mąż ją bije. Ostatnio pobił ją mocno rok temu. Pyta, czy z tego powodu może być taka chora.</p>
<p style="text-align: justify">Nie rozumiemy dlaczego nasz tłumacz się śmieje. Z kobiety? Z jej męża? Z zażenowania?</p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify">W anonimowych ankietach ONZ-tu prawie połowa bangladeskich kobiet przyznała, że doświadcza przemocy domowej od najbliższych. Aż 70% z nich potwierdziło, że przynajmniej raz w życiu były ofiarami takiej przemocy. Większość tych spraw nigdy i nigdzie nie jest zgłaszana. Wyraźne regulacje prawne dotyczące pomocy ofiarom przemocy domowej zostały wprowadzone pod koniec zeszłego roku. Większość policjantów nadal nie uważa, że są to rzeczy warte odnotowania, nie mówiąc już o ściganiu winnych. Większość kobiet nie wie nawet, że takie prawo im przysługuje. Te, które wiedzą boją się zgłaszać i trudno się dziwić.  Z powodu braków finansowych ofiary umieszcza się czasem w więzieniu, żeby chronić je przed sprawcą zanim zostanie osądzony.</p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify"><strong>4.</strong></p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify">Do gabinetu wkracza pewnym krokiem przysadzista dama. Ładnie upięte włosy, błyszcząca chusta w kwiaty, na ramieniu torebka. Pełna twarz i fałdy na brzuchu jak już się nauczyliśmy świadczą o wyższym statusie kobiety. Rzeczywiście, nie mylimy się.</p>
<p style="text-align: justify">- Jestem przedstawicielką lokalnej władzy. – mówi lekko wydymając usta pacjentka.</p>
<p style="text-align: justify">- Przyszłam, bo bolą mnie plecy. – oświadcza, patrząc gdzieś nad naszymi głowami.</p>
<p style="text-align: justify"> Dziś pomaga nam tłumaczyć doktor ginekolog. Nie zrażony więc narzekaniem na bóle pyta najpierw o datę ostatniej miesiączki i wysyła pacjentkę na test. Strzał w dziesiątkę.</p>
<p style="text-align: justify"> - Jest pani w ciąży. Ile ma już pani dzieci?- pyta doktor. Kobieta ma 30 lat, oczywiste jest, że dzieci mieć musi. Pytanie tylko, ile.</p>
<p style="text-align: justify">- Pięcioro. – odpowiada z uśmiechem.</p>
<p style="text-align: justify">- Nie używa pani antykoncepcji? Pani, przedstawicielka władzy? Przykład dla innych? – karci kobietę lekarz.</p>
<p style="text-align: justify">- Najmłodszy chłopiec ma 14 miesięcy, ciągle karmię go piersią. No przecież wtedy nie da się zajść w ciążę!. – obrusza się nasza przedstawicielka.</p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify">W latach 70-tych na jedną kobietę w Bangladeszu przypadało średnio siedmioro dzieci. Dziś już tylko troje. To niewątpliwy sukces programu kontroli urodzeń. Antykoncepcja jest tu za darmo, stosuje się wszystkie metody włącznie z zakazaną w wielu krajach sterylizacją. Na edukację, leki i pracowników programu państwo wydaje aż jedną trzecią wszystkich wydatków przeznaczonych na służbę zdrowia. To znaczy, że łatwiej tu spotkać kogoś rozdającego pigułki niż lekarza, pielęgniarkę lub położną. Znaczy to też, że gdzie indziej tego budżetu brakuje.</p>
<p style="text-align: center"> <img class="aligncenter size-full wp-image-1134" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/91.jpg" alt="" width="400" height="598" /></p>
<p style="text-align: justify">Tylko co trzecia kobieta w Bangladeszu rodzi pod opieką wykwalifikowanego personelu medycznego, większość też nie szuka tej opieki w czasie samej ciąży. Nie wiedzą, że to ważne, nie mają pieniędzy żeby dojechać do przychodni, nie mają zgody męża na wizytę u lekarza. Aż połowa kobiet ma tu pierwsze dziecko przed ukończeniem 19 roku życia. Są zbyt młode żeby być mamami.</p>
<p style="text-align: justify">Wszystkim, które pojawią się u naszego doktora, zostaje przepisane żelazo i witaminy, zaocznie, bez badania krwi. Statystyka bowiem jest jasna, połowa kobiet bangladeskich jest niedożywiona, połowa ciężarnych ma anemię.</p>
<p style="text-align: justify">To wszystko sprawia, że śmiertelność kobiet w ciąży i w czasie porodu jest tu jedną z najwyższych na świecie. Najczęściej umierają z powodu powikłań po nieumiejętnie przeprowadzonych aborcjach i w wyniku zakażeń okołoporodowych. Ale aż jeden na siedem zgonów przy samym porodzie spowodowany jest przemocą.</p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify">W naszym szpitalu prowadzony jest kurs dla przyszłych pielęgniarek. Po ośmiu miesiącach zajęć dziesięć młodych dziewczyn wróci do swoich wiosek żeby pomagać, leczyć i edukować. Dzisiejszym tematem jest antykoncepcja i opieka nad ciężarnymi. Kursantki zaskakująco chętnie i otwarcie mówią w naszej obecności o tym jakiej metody antykoncepcji używają. Dziewczyny są ledwo po dwudziestce i nie mogę się powstrzymać przed pytaniem:</p>
<p style="text-align: justify"> - Czy któraś z Was ma męża? I dzieci?</p>
<p style="text-align: justify"> Robi się wesoło, jedna przekrzykuje przez drugą, wreszcie zgodnym chórem przytakują. Wszystkie mają mężów i po jednym dziecku. Cichutko siedzą tylko dwie z nich. Jak się okazuje jedna wstydzi się, że ma aż trójkę potomstwa. Druga wstydzi się jeszcze bardziej, nie ma ani męża ani dzieci.</p>
<p style="text-align: justify">Wreszcie, jak mogliśmy się spodziewać pytanie wędruje w druga stronę.</p>
<p style="text-align: justify"> - A wy? Jesteście małżeństwem? – pytają nieśmiało.</p>
<p style="text-align: justify">- Tak.</p>
<p style="text-align: justify">- A dzieci? Macie dzieci?</p>
<p style="text-align: justify">- Nie, nie mamy. – odpowiadam. I zapada pełna współczucia konsternacja. Wreszcie, któraś z przytomniejszych dziewczyn docieka:</p>
<p style="text-align: justify">- A kiedy się pobraliście?</p>
<p style="text-align: justify">- Siedem miesięcy temu – odpowiadam ze śmiechem. I nasze przyszłe pielęgniarki też śmieją się z ulgą. Jeszcze mamy szansę spłodzić potomka. Najlepiej oczywiście męskiego.</p>
<p style="text-align: justify">Posiadanie syna jest największym szczęściem. To przekonanie pokutuje nie tylko w zapomnianych przez cywilizację wioskach. I nasz lekarz ginekolog, szczęśliwy tata dwóch dziewczynek skarży się, że jego rodzina ciągle naciska i dopytuje kiedy doczekają się chłopczyka.</p>
<p style="text-align: justify">Tak więc niektórzy mieszkańcy Bangladeszu pytają nas zupełnie wprost. Tak jak pewien miły pan na targu warzywnym przy ruchliwej drodze zagadnął Ola:</p>
<p style="text-align: justify">- Czy masz syna?</p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify"><strong>5.      </strong></p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify">- Czy wiecie kto to jest? – pyta nas z dumą dyrektor szpitala pokazując na zdjęcie wiszące na ścianie w jego gabinecie.</p>
<p style="text-align: justify"> To pytanie niezmiennie i w przeróżnych konfiguracjach będzie nam zadawane przez cały nasz tutaj pobyt. Oczywiście, że wiemy.</p>
<p style="text-align: justify">Na zdjęciu wśród różnych innych oficjeli zasiada z gracją pulchna pani premier.</p>
<p style="text-align: justify">Tak, premier Bangladeszu jest kobietą. Mało tego, w krótkiej historii tego kraju jest już drugą damą na tym stanowisku. Kobiety są także szefami dwóch największych partii politycznych, a czasem ministrami. Obecnie na przykład strategicznym dla Bangladeszu Ministerstwem Rolnictwa przewodzi właśnie kobieta.</p>
<p style="text-align: justify"> Tymczasem w parlamencie zasiada tylko 2 procent pań. W całym Bangladeszu pracuje co piąta kobieta. Rządowe posady gwarantują takie same zarobki niezależnie od płci. W rolnictwie panie dostają średnio o jedną trzecią mniej niż mężczyźni wykonujący ta samą pracę, a poza rolnictwem o połowę mniej.</p>
<p style="text-align: justify">W ostatnich latach znacznie wzrosły możliwości zatrudnienia dla kobiet.</p>
<p style="text-align: justify">Miejsca pracy pojawiły się głównie w państwowym przemyśle odzieżowym. Ten największy w Bangladeszu pracodawca zatrudnia aż 3.5 miliona ludzi, a jego przychód stanowi 10 procent całego przychodu narodowego. Pracownicy, głównie kobiety, są najgorzej opłacanymi pracownikami świata. Za godzinę pracy dostają około 35 groszy. Po ostatnich masowych protestach, brutalnie stłumionych przez władzę, rząd zgodził się podnieść minimalną pensję w przemyśle odzieżowym do 43 dolarów za miesiąc. Największym odbiorcą ubrań tu produkowanych jest rynek amerykański. Gdyby podnieść zarobki Bangladesz mógłby nie być już tak atrakcyjnym miejscem dla wielu fabryk odzieżowych świata. Przeniosłyby się gdzieś indziej.</p>
<p style="text-align: justify">Kobiety rzadko mają szansę na lepszą pracę. Wcześnie wychodzą za mąż i wcześnie rodzą dzieci. Tylko w szkołach podstawowych ilość dziewczynek i chłopców jest podobna, już w szkole średniej wiele nastolatek odpada.</p>
<p style="text-align: justify">Te, które zarabiają niekoniecznie mają władzę nad swoimi pieniędzmi. Jedna na osiem kobiet oddaje całą pensję, komuś innemu, najczęściej mężowi. Dwie na pięć deklarują, że decydują o zarobionych pieniądzach ‘wspólnie’ z kimś bliskim. </p>
<p style="text-align: center"> <img class="aligncenter size-full wp-image-1135" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/221.jpg" alt="" width="350" height="523" /></p>
<p style="text-align: justify">Tymczasem pani premier uśmiecha się ze zdjęć w całym Bangladeszu. I mężczyźni i kobiety są z niej dumni. I już sama czasem nie wiem, czy ta jedna jaskółka wiosnę czyni czy jednak do wiosny jeszcze daleko.</p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify"> <strong>6.</strong></p>
<p style="text-align: justify"><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify">Kiedy zostaję sama z grupą przyszłych pielęgniarek atmosfera się rozpręża.</p>
<p style="text-align: justify">Dopiero kiedy znikają z horyzontu mężczyźni zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo jesteśmy do siebie podobne.</p>
<p style="text-align: justify">Są bardzo ciekawe mnie, a ja jeszcze bardziej ich. Siadają blisko i trzymają mnie za ręce.</p>
<p style="text-align: justify">Uśmiechnięte, otwarte dziewczyny patrzą mi w oczy i komentują z aprobatą mój salwar kamiz, tradycyjny indyjski strój.</p>
<p style="text-align: justify">Pomimo, że one znają zaledwie kilka słów po angielsku, a ja niestety niewiele więcej po bengalsku próbujemy rozmawiać. Widzę, że chcą zapytać o coś ważnego. Po kilku nieudanych próbach udaje mi się wreszcie złapać sens pytania.</p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify">- Czy twój mąż jest dla ciebie dobry? – dopytują. Obserwują jak zareaguję, który miesień drgnie mi na twarzy i co mówią moje oczy. Zamieniają się w słuch.</p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify">- Abnar dżamal beszi bhalo. -  odpowiadam zgodnie z prawdą i uśmiecham się szeroko.</p>
<p style="text-align: justify"> </p>
<p style="text-align: justify">I one śmieją się ze mną szczerze i jeszcze mocniej ściskają mnie za ręce.</p>
<p style="text-align: justify">Śmieją się, bo odpowiadam zdaniem, którego same mnie nauczyły.</p>
<p style="text-align: justify">I śmieją się, bo cieszą się ze mną z mojego szczęścia.</p>
<p style="text-align: justify">Z takiego szczęścia jakie tu, kobiety w Bangladeszu sobie nawzajem i sobie samym życzą.</p>
<p style="text-align: justify">Cieszą się, bo mój mąż jest dla mnie dobry.</p>
<p style="text-align: center"> <img class="aligncenter size-full wp-image-1126" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/17.jpg" alt="" width="600" height="402" /></p>
<p style="text-align: center"><img class="aligncenter size-full wp-image-1127" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/22.jpg" alt="" width="600" height="402" /></p>
<p style="text-align: justify"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/02/24/abnar-dzamal-beszi-bhalo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ki szamosza? *</title>
		<link>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/02/15/ki-szamosza/</link>
		<comments>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/02/15/ki-szamosza/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Feb 2011 13:55:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania&#38;Olo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bangladesz]]></category>
		<category><![CDATA[Inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://namaste.rocoeg.com/?p=1106</guid>
		<description><![CDATA[* w czym problem? (bengali) Nasz szpital ma czterdzieści łóżek dla chorych, trzy gabinety lekarskie w przychodni, własne laboratorium, aptekę, pracownię rentgenowską, salę operacyjną i porodową. Całość jest projektem charytatywnej fundacji „HOPE for Bangladesh”,  pozarządowej organizacji stworzonej i utrzymywanej przez Bengalczyków mieszkających w Stanach Zjednoczonych. Budynek jest parterowy, wybudowany pośród pól ryżowych przy asfaltowej głównej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>* w czym problem? (bengali)</p>
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1095 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/142.jpg" alt="" width="400" height="598" /></p>
<p style="text-align: justify">Nasz szpital ma czterdzieści łóżek dla chorych, trzy gabinety lekarskie w przychodni, własne laboratorium, aptekę, pracownię rentgenowską, salę operacyjną i porodową.</p>
<p style="text-align: justify">Całość jest projektem charytatywnej fundacji „HOPE for Bangladesh”,  pozarządowej organizacji stworzonej i utrzymywanej przez Bengalczyków mieszkających w Stanach Zjednoczonych.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Budynek jest parterowy, wybudowany pośród pól ryżowych przy asfaltowej głównej drodze biegnącej na samo południe Bangladeszu. W spokojniejsze chwile siadamy na plastikowych krzesłach w cieniu przed głównym wejściem i obserwujemy.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Przez pole ryżowe sąsiaduje z nami szkoła podstawowa pełna piszczących dzieci w biało-niebieskich mundurkach. Szpitalne podwórko ma, a raczej będzie mieć ogródek, gdzie pan dyrektor chce uczyć mamy małych pacjentów jak hodować zdrowe warzywa. Póki co dookoła przyszłego warzywniaka przechadzają się kozy podgryzając trawę i leżące tu i tam śmieci. Tuż przy drodze stoi szpitalna kantyna. Można w niej zjeść ryż, placki ciapati, zrobiony z soczewicy dal i napić się słodkiej herbaty. Ale przede wszystkim można pooglądać telewizję, z czego wyjątkowo cieszą się przesiadujący tu w weekendy okoliczni mieszkańcy. Samą jezdnią mkną kolorowe zużyte autobusy z przyczepionymi na dachu megafonami, z których ryczy muzyka lub okazjonalne karaoke. W środku kiwają się i klaszczą szkolne wycieczki jadące do Cox’s Bazar, żeby zobaczyć najdłuższą na świecie piaszczystą plażę.</p>
<p style="text-align: justify">To największe miasto w rejonie, oddalone od szpitala o niecałe 7 kilometrów, tam mieszka większość szpitalnego personelu i my.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Szpital ma więc też busa, którym przywozi i odwozi pracowników do domu. Busik często się psuje, ale w odwodzie zostaje zawsze ambulans. Ten ostatni, podczas całego naszego pobytu, nie odwiózł ani nie przywiózł żadnego pacjenta. Ale być może nikt po prostu nie zna karetkowego numeru telefonu albo zwyczajnie woli przyjechać sam.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Centrum skupia się na pomocy kobietom i dzieciom, dla nich przeznaczona jest większość łóżek na rozdzielonej niewysoką ścianką dużej sali. Jest też mniejsza sala męska i trzy prywatne, zamykane małe pokoje dla pacjentów, którzy mogą zapłacić za lepszy komfort.</p>
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1092 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/8.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="size-full wp-image-1104 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/28.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1101" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/23.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="size-full wp-image-1093 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/9.jpg" alt="" width="500" height="335" /></p>
<p style="text-align: justify">Na ogólnych salach rzędami stoją metalowe łóżka, jedno inne od drugiego. Nie ma pościeli jest tylko zwykły materac, plastikowa podkładka, żeby go nie ubrudzić i poduszka.</p>
<p style="text-align: justify">Na materacach siedzi i leży zwykle po kilka osób, każdy chory zabiera ze sobą do szpitala całą najbliższą rodzinę. Spędzają ze sobą całe dnie, dzieci bawią się wśród innych chorych, rodziny zajadają z misek ryż siedząc w kucki na podłodze, a niektórzy także zostają na noc, śpiąc w tym samym co pacjent łóżku. Jak w całym Bangladeszu tak i w szpitalu jest tłumnie i rodzinnie, nawet jeśli pacjentów jest tylko pięciu. Ktoś cierpi na biegunkę i wymioty, obok leży mama z nowonarodzonym niemowlakiem, na następnym łóżku wyniszczony gruźlik, a jeszcze dalej ktoś właśnie umiera.</p>
<p style="text-align: justify">Bengalczycy potrafią śmiecić jak mało kto, pomiędzy mokrymi plamami bliżej nieokreślonego pochodzenia pod szpitalnym łóżkiem leżą papierki, resztki jedzenia, opakowania po lekach. Do higieny nikt nie przywiązuje tu zbytniej wagi. Szybko uczymy się, że na pięć szpitalnych umywalek tylko w jednej można spotkać mydło.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Teoretycznie opieka zdrowotna jest w Bangladeszu darmowa, w praktyce pacjent musi zapłacić, szczególnie za wszystkie drogie badania dodatkowe. Przy średniej dobrej pensji w granicach 150 dolarów większości ludzi nie stać na nic.</p>
<p style="text-align: justify">W szpitalu fundacji „HOPE” leczeni są często najbiedniejsi. Część z nich z trudem może pozwolić sobie na wykupienie ‘abonamentu’, który upoważnia pacjenta i całą jego rodzinę do darmowych konsultacji lekarskich. Gwarantuje też zniżki na badania laboratoryjne, rentgen czy usg. Roczny koszt takiej karty to 50 taka, czyli około 2 złote.</p>
<p style="text-align: justify">Choć nam aż trudno w to uwierzyć są i pacjenci, których nie stać nawet na taki wydatek.</p>
<p style="text-align: justify">I ci mimo wszystko będą tu leczeni, za darmo.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">W tym rozgardiaszu, ogromie nieszczęścia, braku podstawowych możliwości diagnostycznych lekarze i pielęgniarki ratują tych, których da się uratować. Medycyna Bangladeszu jest medycyną wojenną.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Po jakimś czasie i my mamy swój gabinet w przychodni. Z nieukrywaną ciekawością możemy przyjrzeć się bengalskiemu przekrojowi społeczeństwa. Z bliska, bardzo bliska.</p>
<p style="text-align: justify">Na początku kierowani są do nas pacjenci z bólami pleców, z racji fizjoterapeutycznego wykształcenia Krzysia. Po kilku dniach przychodzą ci z różnymi innymi bólami, wreszcie każdy który w czasie rejestracji zgłosi, że coś go boli ląduje u nas.</p>
<p style="text-align: justify">Pan Doktor Ból i Pani Doktor Boleść.</p>
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1094 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/131.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1091" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/42.jpg" alt="" width="500" height="335" /></p>
<p style="text-align: justify">Do gabinetu wtacza się czterdziesto paroletni brodaty mężczyzna. W nowej muzułmańskiej szacie do kostek, białej czapce na głowie i z opasłym brzusiskiem. Zanim, jak złowieszcze tłuste ptaki przepychają się cztery kobiety, jedna większa od drugiej. Sapią i jęczą jak lokomotywy. Na kozetkę ciężko zwala się pierwsza z nich.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">- Ki szamosza?- pyta Olo pacjentkę.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">- Wszystko ją boli. Plecy, ręce, nogi, klatka piersiowa. Nie może chodzić, bo tak ją boli.- odpowiada w zastępstwie kobiety gruby muzułmanin. Dziewczyna w międzyczasie jęcząc i lamentując pokazuje na wszystkie możliwe części ciała. Ma 30 lat, nadciśnienie, początki choroby niedokrwiennej serca i, bagatela, 30 kilogramów nadwagi.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">- Jej mąż pracuje w Arabii Saudyjskiej &#8211; dodaje z dumą męski opiekun i patrzy na nas porozumiewawczo.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Kiedy mówimy, że oprócz zażywania leków musi schudnąć, przejść na dietę i więcej się ruszać, zaczynając od codziennych, półgodzinnych spacerów, kobieta patrzy na nas z niedowierzaniem i wreszcie zaczyna chichotać.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">- Ale przecież ona chodzi po domu!! Czy naprawdę musi jeszcze do tego spacerować?- pyta opiekun z oczami okrągłymi jak spodki.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Pora na drugą pacjentkę, żonę muzułmanina. Ta trzydziestolatka w opisie dolegliwości też zostaje wyręczona przez uczynnego męża.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">- Bolą ją wszystkie stawy, kręgosłup, puchną nogi. I trzeba jej powiedzieć, że za dużo śpi.- mówi patrząc na nas z naciskiem.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Dziewczyna jest ogromna, waży blisko 100 kilogramów. Trudno się dziwić, że jest przysypiająca, ma nadciśnienie i wszystko ją boli. Po udzieleniu przez nas podobnej jak wcześniej porady wszyscy niechętnie opuszczają gabinet niezbyt usatysfakcjonowani z usługi.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Podczas następnych kilku godzin wracamy do bangladeskiej rzeczywistości w jakiej żyje większość mieszkańców.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Ze szpitala wychodzi właśnie trzydziestoletnia Maurena. Lewą ręką z trudem opiera się na zwykłym kiju, prawa część ciała jest od sześciu lat sparaliżowana. W czasie porodu w wiosce, bez żadnej wykwalifikowanej opieki (tak rodzi blisko 80% bangladeskich kobiet), wystąpiły u niej drgawki. Dziecko zmarło zaraz po urodzeniu, a mąż porzucił sparaliżowaną dziewczynę. Teraz opiekuje się nią sąsiadka z wioski obok. Maurena to skóra i kości, kiedy z nią ćwiczymy cicho popłakuje albo ze wstydem odwraca wzrok. Nie stać jej nawet na najtańsze z leków przeciwbólowych. Nigdy się nie uśmiecha.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Przychodzi też do nas mama siedmioletniego Amina. Skarży się, że chłopiec nie potrafi pewnie chodzić, bo ma słabe nóżki. Poza tym jak twierdzi wszystko jest z dzieckiem w porządku i normalnie chodzi do szkoły. Tymczasem Amin prawie nie mówi, zaczął stawiać pierwsze kroki w wieku trzech lat, nogi i ręce ustawia w nienaturalnie powykręcanych pozycjach. Kiedy mówimy, że musi pojechać z chłopcem do neurologa mama niedowierza. Nawet nasz ulubiony doktor nie potrafi jej przekonać, że mózg człowieka odpowiada za ruchy mięśni nóg. Mama Amina nie pojedzie do specjalisty, wróci pewnie do wioskowego ‘quak’ doktora.</p>
<p style="text-align: justify">I tak przyjeżdżają coraz to nowi i nowi pacjenci.</p>
<p style="text-align: justify">Kobiety i mężczyźni ze świeżymi udarami mózgu, przywiezieni trzęsącą się rikszą, tylko niektórych będzie stać na podróż do specjalisty i tomografię komputerową głowy. Małe i większe dzieci z nigdy niezdiagnozowaną padaczką, nie zażywające żadnych leków, przyprowadzane przez babcie, które też nie mogą pozwolić sobie na wizytę u neurologa. Kalekie dziewczynki i chłopcy z deformacjami klatek piersiowych, kręgosłupów, nóżek. Gdyby leczyć ich kiedy byli jeszcze maluchami mogliby pewnie żyć jak rówieśnicy.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Fundacja „HOPE” oprócz szpitala prowadzi także osiem centrów terenowych, gabinetów lekarskich w oddalonych od szpitali wioskach i miasteczkach.</p>
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1098 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/19.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="size-full wp-image-1100 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/211.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1103" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/27.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="size-full wp-image-1097 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/18.jpg" alt="" width="500" height="335" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1099" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/20.jpg" alt="" width="500" height="335" /></p>
<p style="text-align: justify">Odwiedzamy dwa z nich, jeden na niedalekiej wyspie Mohashkhali, gdzie pacjenci zostali wcześniej powiadomieni, że przyjadą ‘biali doktorzy’.</p>
<p style="text-align: justify">Zdesperowani, pozbawieni specjalistycznej opieki ludzie przynoszą i przywożą swoich przewlekle chorych członków rodziny. Tłum z minuty na minutę gęstnieje w małym gabinecie, w wiecznie otwartych drzwiach sterczą coraz to nowe głowy.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Badamy 10 letniego chłopczyka z dziecięcym porażeniem mózgowym, dziecko jest zupełnie wiotkie, nie potrafi siedzieć, unosić głowy, mówić. W tym czasie przy lekarskim biurku kiwa się i krzyczy mała dziewczynka z zespołem Downa, jak się okaże siedmiolatka. Nigdy nie zdiagnozowana, ma wyraźnie słyszalną wadę serca, a jej mamy nie stać na podróż do szpitala. Przez zgromadzenie przepycha się jeszcze dwóch mężczyzn niosąc trzeciego na rękach. Ten ostatni, co kilka minut wykonuje niekontrolowane ruchy głową i rękami, nie potrafi sam chodzić, mówić, porusza się tylko na kolanach.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Wszyscy włącznie z lekarzem patrzą na nas wyczekująco i z nadzieją. Jakbyśmy mieli wyciągnąć z kieszeni jakąś magiczną tabletkę. Rozkładamy ręce, a oni szybko odchodzą zabierając swoich chorych. Cierpliwi ludzie przyzwyczajeni do rozczarowań.</p>
<p style="text-align: justify">A nas zalewa fala nieszczęścia i ogarnia całkowita bezsilność.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Ale są też pacjenci z całkiem innej bajki.</p>
<p style="text-align: justify">Dostojnie krocząc przychodzi po poradę elegancki imam z wioskowego meczetu.</p>
<p style="text-align: justify">Skarży się na bóle wszystkich mięśni i stawów. Z uwagą oglądamy mężczyznę w sile wieku, dobrze ubranego i odżywionego. Zadajemy z szacunkiem pytania, by po pół godzinie imam sam wyjaśnił:</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">- Właściwie to boli mnie tylko jeden mięsień. Ten, o tu, koło łokcia. I to tylko jak długo noszę w tej ręce parasol.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Nie pozostaje nam nic innego jak doradzić częstą zamianę rąk obsługujących parasol.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Nawet w trzecim świecie są dwa światy, które prawie się nie przenikają.</p>
<p style="text-align: justify">Ci z lepszego świata, co dzień siłą rzeczy patrząc na tych z tego gorszego, rzadko zwracają na nich uwagę przyjmując podział na lepszych i gorszych jako zupełnie naturalny.</p>
<p style="text-align: justify">I w tym my, ludzie, na całym świecie jesteśmy do siebie podobni.</p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1102 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/24.jpg" alt="" width="350" height="523" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/02/15/ki-szamosza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>AMAR TIKE TAKO*</title>
		<link>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/02/09/amar-tike-tako/</link>
		<comments>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/02/09/amar-tike-tako/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 Feb 2011 15:23:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania&#38;Olo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bangladesz]]></category>
		<category><![CDATA[Inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://namaste.rocoeg.com/?p=1058</guid>
		<description><![CDATA[* popatrz na mnie (bengali) ‘Dead patient, maybe dead patient coming!!’ – mówi nagle nieco podniesionym głosem szpitalny lekarz wyglądając przez okno. To nasz ulubiony doktor. Ma 38 lat, choć wygląda na dobre kilka mniej, wyprasowaną elegancką koszulę, obgryzione paznokcie i żywe spojrzenie zza szkieł okularów. Jest jak serialowa Doktor Queen na Dzikim Zachodzie. Potrafi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify">* popatrz na mnie (bengali)</p>
<p style="text-align: center"><img class="aligncenter size-full wp-image-1082" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/31.jpg" alt="" width="400" height="598" /></p>
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">‘Dead patient, maybe dead patient coming!!’ – mówi nagle nieco podniesionym głosem szpitalny lekarz wyglądając przez okno.</p>
<p>To nasz ulubiony doktor. Ma 38 lat, choć wygląda na dobre kilka mniej, wyprasowaną elegancką koszulę, obgryzione paznokcie i żywe spojrzenie zza szkieł okularów. Jest jak serialowa Doktor Queen na Dzikim Zachodzie. Potrafi obciąć palec, wyciąć wyrostek, a wcześniej znieczulić pacjenta. W międzyczasie leczy małych i dużych z biegunek i zapaleń płuc lub, w razie potrzeby, odbiera porody. Nie ma się co dziwić, jak sam przyznaje lekarzy  jest tu niewielu, więc każdy musi znać się trochę na wszystkim.</p>
<p>Przed szpital z trudem wtoczyła się towarowa riksza. Rowerowa, napędzana siłą nóg wychudzonego kierowcy ma z tyłu platformę zbudowaną z drewnianych desek. Na pace żylaści rikszarze przewożą co dzień worki ryżu, stosy ziemniaków, cegły, używane opony, góry śmieci. Na tej siedzi za to muzułmańska rodzina, dwie kobiety i starszy mężczyzna, a na jego rękach leży mały chłopiec. Pośpiesznie kładą bezwładne dziecko na kozetce. Mały ma na oko nie więcej niż trzy, cztery latka. Spod mokrej, umorusanej podkoszulki wystaje najedzony brzuszek. Chłopczyk nie daje żadnych oznak życia, z noska cieknie zastygająca na ustach piana, szeroko otwarte oczka nie reagują na światło.</p>
<p>Za naszymi plecami gęstnieje tłum. Wyczuwając ludzką tragedię zeszli się wszyscy. Od personelu, dyrektora i sprzątaczek, po pacjentów, ich wielkie rodziny i przygodnych przechodniów. W Bangladeszu słowa intymność, spokój i samotność nie znajdują zastosowania.</p>
<p>Lekarz osłuchuje uważnie chłopczyka i wreszcie mówi do ojca dziecka parę słów po bengalsku. A nam tłumaczy:</p>
<p>- Chłopiec utonął. Nie wiedzą kiedy. Może godzinę temu, może jeszcze więcej. Żeby dojechać rikszą z ich wioski potrzeba przynajmniej następne pół godziny.</p>
<p>Obie kobiety ubrane tradycyjnie w czarne, luźne stroje zasłaniające wszystko z wyjątkiem przerażonych oczu zaczynają cicho szlochać.<br />
Skamieniały mężczyzna wygląda jakby dopiero co wyszedł z ryżowego pola. Kawałkiem brudnego materiału zawiązanego wokół bioder ociera oczy i zabiera szybko synka.</p>
<p>Wszystko nie trwa dłużej niż kilkanaście minut. Bez prób reanimacji, bez walki, nawet bez aktu zgonu. Chłopiec i jego rodzina znikają tak samo nagle jak się pojawili. A w szpitalu każdy wraca do swoich obowiązków, rozmów przez telefon, popijania herbaty i chorowania.<br />
Tylko my nie patrząc nawet sobie w oczy jeszcze długo stoimy osłupiali.</p>
<p>Jeszcze o tym nie wiemy i nigdy się do tego nie przyzwyczaimy, ale tu w Bangladeszu dzieci umierają często.</p>
<p>*****************************************************************************************************</p>
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1060 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/11.jpg" alt="" width="550" height="368" /></p>
<p style="text-align: left">Bangladesz ustawia się na szarym końcu listy państw świata jeśli chodzi o dochód krajowy na głowę mieszkańca.<br />
Stosunkowo młode państwo narodziło się w bólach krwawej wojny z Pakistanem na początku lat 70-tych XX wieku. Wtedy &#8216;zaledwie&#8217; 70 milionowe do dziś pomnożyło swoją populację do zatrważających 160 milionów ludzi stając się najgęściej zaludnionym krajem świata. Ponad jedna trzecia mieszkańców żyje tu poniżej granicy ubóstwa, to znaczy na swoje dzienne utrzymanie posiada mniej niż jednego dolara. Zwykle z jednej pensji utrzymuje się tu czworo ludzi i choć oficjalnie bezrobocie wynosi 5% to nieoficjalnie prawie połowa Bengalczyków pracuje tylko dorywczo. Ponad połowa za to nie potrafi czytać i pisać, a dostęp do opieki zdrowotnej ma jedynie co trzeci z nich.<br />
Bangladesz dręczony przez cyklony, powodzie, zanieczyszczenia i zmiany klimatu powodujące nieprzewidywalność monsunów ledwo potrafi się sam wyżywić. Trudno się dziwić, że poza granicami kraju mieszka już ponad 5 milionów Bengalczyków. Wpływy z przesyłanych przez nich pieniędzy stanowią aż jedną dziesiąta całego przychodu narodowego.</p>
<p>W ostatnich dekadach gospodarka bangladeska jednak przyspiesza. Średni jej wzrost na rok to około 5-6 %. Jak twierdzą eksperci Bangladesz znajdzie się niedługo wśród najbardziej obiecujących gospodarczo państw. Razem między innymi z Indonezją i Wietnamem będzie można go zaliczyć do tak zwanej „Nowej Jedenastki”, która nadawać będzie ton w XXI-wiecznym świecie.<br />
Statystyki mówią też wyraźnie o widocznej poprawie warunków życia mieszkańców. Wzrosła oczekiwana długość życia, zmniejszyła się umieralność niemowląt i małych dzieci, zmalała liczba analfabetów, zwolnił znacznie przyrost naturalny i wzrosły gwałtownie szeregi klasy średniej.</p>
<p style="text-align: left">Statystyka bangladeskiej ulicy widzianej oczami przybysza z planety Europa rządzi się jednak innymi prawami.</p>
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1065 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/12.jpg" alt="" width="292" height="436" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1066" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/13.jpg" alt="" width="292" height="436" /></p>
<p>Zwykli mężczyźni ubrani w wytarte koszule, zawinięte wokół bioder kraciaste chusty i plastikowe klapki mają twarze pozmarszczane od kłopotów i słońca. Przychodzą do szpitalnej poradni, bo bolą ich plecy, barki, kolana. Pytani o wiek niezmiennie nas zaskakują odpowiadając, że mają 50 czasem 45 lat. Ich ciała wyglądają na o dwadzieścia lat starsze od właścicieli. Na drogach spotykamy ich jak ciągną ciężkie riksze, noszą ogromne kosze warzyw lub przy tych drogach po kolana w brudnej wodzie rytmicznie pochylają się nad sadzonkami ryżu.</p>
<p>Ich żony, młodsze od nich samych o jakieś dwie dekady, przychodzą po poradę, bo bolą je brzuch, głowa czy plecy, a czasem miewają gorączkę. Większość z nich wychodzi z diagnozą: ciąża. Te dwudziestoletnie przyprowadzają ze sobą kilkuletnie dzieci, a te trzydziestoletnie mają często i szóstkę potomstwa w domu. Wszystkie dają się badać tyko przez warstwy ubrań, co najwyżej niechętnie odsłaniając chustę zakrywającą twarz. Ich zmęczone ciała, zniszczone dłonie i apatyczny wzrok sprawiają, że trudno mi uwierzyć, że to moje rówieśniczki.</p>
<p>Ale to nie oni przykuwają co dzień naszą uwagę. Skuteczniej robią to dzieci.</p>
<p style="text-align: center"><img class="aligncenter size-full wp-image-1070" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/16.jpg" alt="" width="224" height="335" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1071" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/21.jpg" alt="" width="224" height="335" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1072" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/14.jpg" alt="" width="224" height="336" /><img class="size-full wp-image-1075 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/141.jpg" alt="" width="550" height="368" /></p>
<p>Widzimy je jak idą grzecznie do szkoły, poboczem drogi albo tamtędy gdzie ono powinno być. Chodzą w szkolnych uniformach, niektóre widocznie nie zdejmują ich wcale, tak bardzo są brudne i wymięte. Część dziewczynek i chłopców maszeruje boso, rzadko któreś z nich ma tornister, torbę, czy chociaż zeszyt. Większość nie wygląda jakby jadała drugie śniadania.<br />
Po drodze do szpitala mijamy także ich rówieśników, którzy nie chodzą do szkoły. Wesołych kierowców rowerowych riksz, niektórych tak młodych, że ledwie sięgają pedałów. Maluchy nie starsze niż osiem, dziewięć lat niosące na głowie jutowe wypchane worki trzy razy większe od nich samych. Spocone i pospieszane dzieci sprzątające stoły i kuchnie w przydrożnych knajpkach. Pochylone dziewczynki dźwigające na plecach swoje młodsze siostry. Małe, poważne kobietki opiekujące się rodzeństwem w zastępstwie mamy. Dzieciaki pracujące w polu ramię w ramię z rodzicami, pasające bydło, szukające drewna na opał, kopiące rowy i transportujące cegły.</p>
<p>W Bangladeszu, według danych UNICEF-u, pracuje blisko 5 milionów dzieci. Dopiero w 1994 roku, pod naciskiem międzynarodowych organizacji broniących praw dziecka, państwo wprowadziło zakaz zatrudniania małoletnich poniżej 14 roku życia. Tym prawem nikt specjalnie się nie przejmuje.</p>
<p>Dzieciaki, które pracują nie mają czasu na zabawę i naukę w szkole.<br />
Ale nie są też dziećmi ulicy. Jak mała, może siedmioletnia dziewczynka i jej dwie siostry albo koleżanki, które widzę prawie co dzień. Zawsze w tych samych, bezkolorowych, sztywnych od brudu sukienkach, z włosami zastygłymi w niechciane dredy w rowie przy ulicy przegrzebują śmieci w sobie tylko znanym celu. Same. Niczyje.</p>
<p>I widzimy też dzieci w szpitalu.<br />
Chorują, bo w domu jest ich tak dużo, że brakuje dla wszystkich jedzenia. Mają biegunkę, bo dorośli nie znają podstaw higieny i nie mają dostępu do czystej wody. Cierpią na zakażenia bakteryjne i wirusowe, bo rodzice nie przyszli ich zaszczepić darmową szczepionką.<br />
Nie chodzą, nie mówią i mają umysł niemowlaka tak jak pięcioletnia Maurena i dziesięcioletni uśmiechnięty Salik. Oboje przeszli ciężkie zakażenie opon mózgowo-rdzeniowych, nie byli wcale leczeni albo zajmowali się nimi fałszywi „quak” doktorzy, wioskowi szamanie, którym rodzice zaufali bardziej niż lekarzowi.</p>
<p>I wiele z nich umiera.</p>
<p>Bo ich zdesperowana rodzina nie może kupić podstawowych leków albo nawet opłacić rikszy, żeby dojechać do szpitala. Bo kiedy dorośli pracują w polu oprócz małej starszej siostry nie ma się kto nimi zająć ani kto ich uratować jeśli wpadną do wioskowego stawu. Bo zabobonni rodzice nie chcą ich zostawić na oddziale, jak małego ciężko chorego Mahmuda. Wypisany na siłę przez ojca i zabrany do domu, następnego dnia wrócił na rękach mamy. Zmarł kilka godzin później. Wściekły tata nie przyszedł nawet po ciało synka.</p>
<p>Od twarzy tych wszystkich dzieci trudno oderwać wzrok.<br />
Te uśmiechnięte od ucha do ucha, wesołe, pokrzykujące i te poważne, dorosłe, skupione.<br />
Codziennie nas zaklinają.<br />
Jakby szeptały nam w głowach.<br />
„Popatrz na mnie…..”.</p>
<p style="text-align: left">
<p style="text-align: center"><img class="size-full wp-image-1078 aligncenter" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/6.jpg" alt="" width="330" height="221" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1079" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/41.jpg" alt="" width="330" height="221" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/02/09/amar-tike-tako/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bangkok-Dhaka</title>
		<link>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/01/30/1041/</link>
		<comments>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/01/30/1041/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 30 Jan 2011 15:20:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania&#38;Olo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bangladesz]]></category>
		<category><![CDATA[RoWeRy]]></category>
		<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://namaste.rocoeg.com/?p=1041</guid>
		<description><![CDATA[Na lotnisko dojeżdżamy ledwo żywi. My i rowery, taksówką. Przyznajemy, niezbyt sportowo. Wszystko przez to, że bardzo źle znosimy rozstania z Jarkiem i poprzedni wieczór zakończył się prawie o czwartej nad ranem. Poranek dwie godziny później był jednym z tych niezapomnianych, kiedy człowiek żałuje, że w ogóle się urodził.  Lecimy do stolicy Bangladeszu krajowymi bangladeskimi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na lotnisko dojeżdżamy ledwo żywi. My i rowery, taksówką. Przyznajemy, niezbyt sportowo.</p>
<p>Wszystko przez to, że bardzo źle znosimy rozstania z Jarkiem i poprzedni wieczór zakończył się prawie o czwartej nad ranem. Poranek dwie godziny później był jednym z tych niezapomnianych, kiedy człowiek żałuje, że w ogóle się urodził.</p>
<p> Lecimy do stolicy Bangladeszu krajowymi bangladeskimi liniami. To znaczy chyba lecimy, bo póki co lot jest opóźniony o jakieś sześć godzin. Nasz samolot jest podobno spóźniony już od czterech dni, cokolwiek to może oznaczać. Tak przynajmniej tłumaczą nam nowo zapoznani, pierwsi bangladescy przyjaciele z ławki obok. W czarnych garniturach ciasno opinających syte brzuchy i błyszczących skórzanych butach wracają z tajskich wakacji i biznesowych wycieczek. Każdy obowiązkowo z 42 calową nowiutką plazmą Sony załadowaną na lotniskowy wózek oraz przynajmniej dwiema wypchanymi walizkami.</p>
<p>Pozostaje nam mieć nadzieję, że starczy jeszcze miejsca na nasze rowery.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1034" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/2.jpg" alt="" width="600" height="402" /><img class="aligncenter size-full wp-image-1032" src="http://namaste.rocoeg.com/wp-content/uploads/2011/02/1.jpg" alt="" width="600" height="402" /></p>
<p style="text-align: justify"> Ostatni dzień w Tajlandii miło upływa nam na lotnisku. Upychamy rzeczy do ceratowej pasiastej torby, zawijamy rowery w metry worków i taśmy, szorujemy usmarowane ręce, odbywamy sentymentalne wycieczki do 7-eleven, zajadamy ostatnie tajskie curry i wypełniamy szkolne szczegółowe ankiety na temat biegunki wręczane przez uśmiechnięte studentki.</p>
<p style="text-align: justify">Wreszcie poznym wieczorem znikaja gdzies pod nami ostatnie bangkokowe swiatla. Zostawiamy gladkie drogi szybkiego ruchu, sklepy pelne tajskich i europejskich smakolykow, eleganckie centra handlowe i blyszczace szpitale. Zostaja za nami plaze pod palmami i hostelowe wygody. Opuszczamy tez usmiechnietych Tajow i Tajki, tak bardzo oswojonych z &#8222;bialym&#8221; turysta, ze juz dawno przestali zwracac na nas uwage.</p>
<p>Do Dhaki mamy tylko dwie godziny drogi, ale rownie dobrze moglaby znajdowac sie na innej planecie.</p>
<p>Witaja nas dziurawe, bezchodnikowe drogi, przerazajaco obite autobusy z rykiem taranujace wszystko co na drodze, wychudzeni kierowcy rowerowych riksz i glodne rece wyciagniete po jalmuzne. <br />
I oczy wszystkich w promieniu kilkudziesieciu metrow. Te oczy, okragle ze zdziwienia na widok &#8222;obcego&#8221;, bez jednego mrugniecia beda nas sledzic i obserwowac gdziekolwiek nie pojdziemy. </p>
<p>Tylko towarzystwo bangladeskich artystow, przyjaciol naszego couchsurferowego gospodarza w ta pierwsza noc zmiekcza nieco nasze twarde ladowanie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://namaste.rocoeg.com/blog/2011/01/30/1041/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

